DZIENNIK POLOWAŃ - CZ1
Miałam ochotę cos zjesć.Mój brzuch potwornie burczał i nadodatek był deszcz.Kiedy tak siedziałam na deszczu myslałam o wielu sprawach.Nie no nic gorszego nie mogło mnie spotkać-nagle usłyszałam grzmot.
Zawsze może być gorzej Burza...tylko tego brakowało.
Nie chiało mi sie czekać aż zwierzyna przyjdzie na polane postanowiłam jej poszukać.Słyszałam tylko deszcz i szumiące drzewa.Szłam tak z pół godziny w razie tak mi się zdawało.Nagle w krzakach zobaczyłam lsniące niebieski oczy.Przestraszyłam się chciałam ciekać ale ktos powiedział.
Nie musisz sie mnie bać-powiedział nie znajomy
A kórat,nie wieże ci.
Nagle milczenie.....
Nic ci nie zrobię tylko sobie chodzie po lesie.
Nie powinienes tu być to teren watahy.
Naprawdę nikogo tu nie widzę.
Bo inni spią jest późno lepiej idz i nie wracaj.
Nie zabierzesz mnie do watahy.
A dlaczego miałam by to zrobić.
Jak widzisz nie należe do niczyjej a jestem dosć silny.
Po drugim milczeniu odpowiedziałam.
Dobra.Chodzi za mną tylko bez takich.
Ruszylismy w stronę watahy a kiedy już doszlismy....
Hej Lexi.
Coo?!
C...
Dlaczego obudziłas mnie tak wczesnie.
Chce ci przedstawić kogos.
Kogo?
Jego.
Pogazałam łapą nieznajomego.
Jak sie nazywasz?-zapytała Lexi
Valie i chciałem dołączyć.
Możesz a kim chcesz być?
Strażnikiem
Dobra jestes w watasze a teraz idzicie spać.
Tak skończył się dzień.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz