sobota, 29 września 2012

By Shadow


SZCZĘŚLIWA CHWILA-SHADOW

Miałam rodzić za godzinę ale chyba godzina przeistoczyła się w minute.Leżałam sama. Zasnęłam. Kiedy się obudziłam pielengniarka powiedziała.
Urodziła pani zdrową czwórkę.
Czwórkę?
Tak 
Aha
Dwie samiczki i dwa samce.
Pokazała mi czwórkę małych wilków.
Nazwę je Roney,Hiperin,Rina i Ookami.
Ładne imiona
Dziękuje.
Chce pani wziąsć?
Mogę
Wzięłam przesliczną czwóreczkę.Była cudowna.
Tak więc poleżałam jeszcze 2 godziny i poszłam do domu z czwóreczką

By Shadow

Dziennik polowań cz3
Czułam się szczęsliwie bycie z Valie.Nigdy nie miałam partnera teraz wiem jakie to szczęsliwe uczucie.
Shadow pójdziemy na spacer?
Oczywiscie.
Dzień był słoneczny poszlismuy nad jezoro popływać.
Ko ostatni to zgniłe mięso.
Chyba ty będziesz zgniłym mięsem.
Zaczełam go doganiać byłam blisko i ...
Uważaj!!
ZAuważyłam przedczym mam uważać z głębokim pluskiem wpadłam do wody.
nic ci nie jest?
Nic
Pomógł mnie wyciągnąć z wody.
To popływamy?
Haha bardzo smieszne.
Dobra chodzi.
Razem weszlismy do wody i nurkowalismy przez całe popołudnie.
Chyba czas isc?
Tak chodzimy.
Kiedy wrucilismy był piękny zahód słońska.A po zachodzie położylismy się koło siebie i zasnelimy

By Shadow


DZIENNIK POLOWAŃ - CZ2

Na drugi dzień każdy poznał Valie ale ja nie miałam do niego zaufania.Ale było cos co mnie przyciągało.Postanowiłam upolować jelenia.
Lexi idę upolować jelenia.
Dobrze.
Tak więc poszłam do Mroczego lasu tam znam najlepsze jelenie.
Kiedy tak szłam było mi jakos dziwnie czułam że ktos mnie obserwuje.Z krzaków wyszedł Valie.
Co ty tutaj robisz?
Chciałem o cos zapytać
Wal smiało.
Czy...zostaniesz moja partnerka?-powiedział nie pewnie
Tak
Ah nie...co
Tak zostane pod warunkiem jak mi pomożesz upolować jelenia.
Dobrze
Tak więc znalezilimy stado jeleni a raczej karibu szybko upolowalismy 2 karibu kiedy tak wracalismy rozmyslałam o tym o co mnie zapytał.
Po upływie 10min bylimy na miejscu poszlismy do alfa dalismy 2 karibu i powiedziałam
Ja i Valie jestesmy parą.
Dobrze.
Dobar smacznego.
Wszyscy zanurzyli kły w pysznym miesie karbu.Po tem położyłam się koło Valie.Rozmyslając o tym o co mnie zapytał ale dopadł mnie sen.
Koniec drugiego dnia....

By Shadow


DZIENNIK POLOWAŃ - CZ1

Miałam ochotę cos zjesć.Mój brzuch potwornie burczał i nadodatek był deszcz.Kiedy tak siedziałam na deszczu myslałam o wielu sprawach.
Nie no nic gorszego nie mogło mnie spotkać-nagle usłyszałam grzmot.
Zawsze może być gorzej Burza...tylko tego brakowało.
Nie chiało mi sie czekać aż zwierzyna przyjdzie na polane postanowiłam jej poszukać.Słyszałam tylko deszcz i szumiące drzewa.Szłam tak z pół godziny w razie tak mi się zdawało.Nagle w krzakach zobaczyłam lsniące niebieski oczy.Przestraszyłam się chciałam ciekać ale ktos powiedział.
Nie musisz sie mnie bać-powiedział nie znajomy
A kórat,nie wieże ci.
Nagle milczenie.....
Nic ci nie zrobię tylko sobie chodzie po lesie.
Nie powinienes tu być to teren watahy.
Naprawdę nikogo tu nie widzę.
Bo inni spią jest późno lepiej idz i nie wracaj.
Nie zabierzesz mnie do watahy.
A dlaczego miałam by to zrobić.
Jak widzisz nie należe do niczyjej a jestem dosć silny.
Po drugim milczeniu odpowiedziałam.
Dobra.Chodzi za mną tylko bez takich.
Ruszylismy w stronę watahy a kiedy już doszlismy....
Hej Lexi.
Coo?!
C...
Dlaczego obudziłas mnie tak wczesnie.
Chce ci przedstawić kogos.
Kogo?
Jego.
Pogazałam łapą nieznajomego.
Jak sie nazywasz?-zapytała Lexi
Valie i chciałem dołączyć.
Możesz a kim chcesz być?
Strażnikiem
Dobra jestes w watasze a teraz idzicie spać.
Tak skończył się dzień.....

By Kol

Roz. II Na tropie
Pozwoliłem młodemu poprowadzić mnie aż do miejsca gdzie trop się urywał.
-Jak masz na imię?-przerwałem milczenie, nagle ciekawy imienia towarzysza
-Roc-odpowiedział wpatrując się w rzekę-Jak sądzisz gdzie poszedł?-spytał
Do tej pory nie zważałem na zapach obcego wilka, nawet nie pilnując czy Roc prowadzi nas w dobrą stronę, całkowicie na nim polegając. Teraz powoli opuściłem łeb, węsząc i szukając jakichkolwiek znaków potwierdzających obecność niechcianego gościa.
Nic nie mówiąc kilkoma potężnymi skokami przeprawiłem się na drugą stronę, umożliwiały mi to kłody dryfujące na wodzie, ale częściowo zaczepiając brzegi rzeki. Roc zrobił to samo, lecz przy tym kilkakrotnie wpadł do wody, ta na szczęście była płytka i powolna. Bardzo mnie tym rozbawił, wbrew swoim zasadom śmiałem się jak opętany i turlałem po ziemi, brudząc sobie sierść błotem.
-Bardzo zabawne-warkną z sarkazmem Roc, otrzepując się z wody
Tym jeszcze bardziej mnie rozśmieszył, ale już po chwili byłem gotowy do dalszej drogi. Teraz  ja również dokładnie śledziłem trop który pozostawił obcy. Szliśmy długo przez las, aż doszliśmy do granicy naszego terytorium.
-Dalej nie idziemy-zatrzymałem szarego wilka
-Dlaczego?-spojrzał na mnie błagalnie
-Tu kończy się nasz teren. Ktokolwiek to był, już go nie ma. Nie powinniśmy wchodzić na teren Watahy Ognia, wtedy to my staniemy się intruzami na cudzym terenie-mówiłem, ale Roc wcale mnie nie słuchał, bez wahania ruszył przed siebie. Nie pozostawał mi nic innego, tylko pójść razem z nim, jesteśmy rodziną, pochodzimy z jednej watahy, musimy sobie pomagać.
Nagle przystanął, wystraszony. Powędrowałem za jego wzrokiem. Wilk którego szukaliśmy, teraz leżał martwy pod wielkim, starym dębem.
Minąłem swojego towarzysza i podszedłem do obcego.
Posiadał szarą sierść, posklejaną błotem, liśćmi i igłami drzew oraz krwią. Był niezwykle wielki i wydawał się silny. Na jego ciele zauważyłem kilka niegroźnych ran. Spuściłem łeb żeby go obwąchać i stwierdzić jak zginął. Wtedy zauważyłem, że jego brzuch nieznacznie, brawie nie zauważalnie wznosi się i opada.
A jednak żył.
Zawołałem Roca, zastanawiając się co powinienem zrobić

By Kol

Rozdział I-Zanim dołączyłem do Watahy Wiecznego Blasku Księżyca
-Hej, Kol!-usłyszałem głos młodego wilka
-Hej...
-Byłem dziś na polowaniu. Wyczułem zapach obcego na naszym terenie. Poszedłem jego tropem, ale musiał przeprawiać się przez rzekę, bo zgubiłem ślad, ale musi jeszcze być na naszym terytorium.-wydawał się dumny z siebie, że dostarczył mi takich wiadomości.
-Zaraz ktoś się tym zajmie-powiedziałem obojętnie, często w nasze tereny zapuszczały się inne wilki, by szukać pożywienia, za zwykle były to jeszcze młode wilki, nieświadome, że te obszary są zajęte przez inny klan
-Tak sobie myślałem-zaczął po chwili tamten-że może ty mógłbyś się tym zająć...
-To źle myślałeś-odparłem pełnym jadu głosem-wynoś się stąd!-warknąłem, nie lubiłem jak młode wilki mi przeszkadzały
Spuścił głowę, tak nisko, że prawie dotykał ziemi nosem.
-Mógłbym ci towarzyszyć-odparł nieśmiało
W pierwszej chwili miałem ochotę zrobić mu jakąś złośliwą uwagę, ale powstrzymałem się. Przyjrzałem się mu uważniej. Miał szarą sierść i szare oczy. Miał 1 rok i 6 miesięcy, ale wyglądał na najwyżej rok, był mały i chudy-najsłabszy z rodzeństwa. Przez to został popychadłem, nikt nie brał go do poważniejszych misji, takich jak przegonienie lub zabicie pumy, walki między klanami itd. Zrobiło mi się go żal, nie poznawałem siebie, nigdy nie martwiłem się losem innych.
Szturchnąłem go nosem w brzuch. Zatoczył się i spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Na co czekasz-zaśmiałem się z jego miny-zaraz wyruszamy. Gotowy?
-Jasne!-odpowiedział szybko, tak szczęśliwy jak nigdy dotąd.