Pozwoliłem młodemu poprowadzić mnie aż do miejsca gdzie trop się urywał.
-Jak masz na imię?-przerwałem milczenie, nagle ciekawy imienia towarzysza
-Roc-odpowiedział wpatrując się w rzekę-Jak sądzisz gdzie poszedł?-spytał
Do tej pory nie zważałem na zapach obcego wilka, nawet nie pilnując czy Roc prowadzi nas w dobrą stronę, całkowicie na nim polegając. Teraz powoli opuściłem łeb, węsząc i szukając jakichkolwiek znaków potwierdzających obecność niechcianego gościa.
Nic nie mówiąc kilkoma potężnymi skokami przeprawiłem się na drugą stronę, umożliwiały mi to kłody dryfujące na wodzie, ale częściowo zaczepiając brzegi rzeki. Roc zrobił to samo, lecz przy tym kilkakrotnie wpadł do wody, ta na szczęście była płytka i powolna. Bardzo mnie tym rozbawił, wbrew swoim zasadom śmiałem się jak opętany i turlałem po ziemi, brudząc sobie sierść błotem.
-Bardzo zabawne-warkną z sarkazmem Roc, otrzepując się z wody
Tym jeszcze bardziej mnie rozśmieszył, ale już po chwili byłem gotowy do dalszej drogi. Teraz ja również dokładnie śledziłem trop który pozostawił obcy. Szliśmy długo przez las, aż doszliśmy do granicy naszego terytorium.
-Dalej nie idziemy-zatrzymałem szarego wilka
-Dlaczego?-spojrzał na mnie błagalnie
-Tu kończy się nasz teren. Ktokolwiek to był, już go nie ma. Nie powinniśmy wchodzić na teren Watahy Ognia, wtedy to my staniemy się intruzami na cudzym terenie-mówiłem, ale Roc wcale mnie nie słuchał, bez wahania ruszył przed siebie. Nie pozostawał mi nic innego, tylko pójść razem z nim, jesteśmy rodziną, pochodzimy z jednej watahy, musimy sobie pomagać.
Nagle przystanął, wystraszony. Powędrowałem za jego wzrokiem. Wilk którego szukaliśmy, teraz leżał martwy pod wielkim, starym dębem.
Minąłem swojego towarzysza i podszedłem do obcego.
Posiadał szarą sierść, posklejaną błotem, liśćmi i igłami drzew oraz krwią. Był niezwykle wielki i wydawał się silny. Na jego ciele zauważyłem kilka niegroźnych ran. Spuściłem łeb żeby go obwąchać i stwierdzić jak zginął. Wtedy zauważyłem, że jego brzuch nieznacznie, brawie nie zauważalnie wznosi się i opada.
A jednak żył.
Zawołałem Roca, zastanawiając się co powinienem zrobić
-Jak masz na imię?-przerwałem milczenie, nagle ciekawy imienia towarzysza
-Roc-odpowiedział wpatrując się w rzekę-Jak sądzisz gdzie poszedł?-spytał
Do tej pory nie zważałem na zapach obcego wilka, nawet nie pilnując czy Roc prowadzi nas w dobrą stronę, całkowicie na nim polegając. Teraz powoli opuściłem łeb, węsząc i szukając jakichkolwiek znaków potwierdzających obecność niechcianego gościa.
Nic nie mówiąc kilkoma potężnymi skokami przeprawiłem się na drugą stronę, umożliwiały mi to kłody dryfujące na wodzie, ale częściowo zaczepiając brzegi rzeki. Roc zrobił to samo, lecz przy tym kilkakrotnie wpadł do wody, ta na szczęście była płytka i powolna. Bardzo mnie tym rozbawił, wbrew swoim zasadom śmiałem się jak opętany i turlałem po ziemi, brudząc sobie sierść błotem.
-Bardzo zabawne-warkną z sarkazmem Roc, otrzepując się z wody
Tym jeszcze bardziej mnie rozśmieszył, ale już po chwili byłem gotowy do dalszej drogi. Teraz ja również dokładnie śledziłem trop który pozostawił obcy. Szliśmy długo przez las, aż doszliśmy do granicy naszego terytorium.
-Dalej nie idziemy-zatrzymałem szarego wilka
-Dlaczego?-spojrzał na mnie błagalnie
-Tu kończy się nasz teren. Ktokolwiek to był, już go nie ma. Nie powinniśmy wchodzić na teren Watahy Ognia, wtedy to my staniemy się intruzami na cudzym terenie-mówiłem, ale Roc wcale mnie nie słuchał, bez wahania ruszył przed siebie. Nie pozostawał mi nic innego, tylko pójść razem z nim, jesteśmy rodziną, pochodzimy z jednej watahy, musimy sobie pomagać.
Nagle przystanął, wystraszony. Powędrowałem za jego wzrokiem. Wilk którego szukaliśmy, teraz leżał martwy pod wielkim, starym dębem.
Minąłem swojego towarzysza i podszedłem do obcego.
Posiadał szarą sierść, posklejaną błotem, liśćmi i igłami drzew oraz krwią. Był niezwykle wielki i wydawał się silny. Na jego ciele zauważyłem kilka niegroźnych ran. Spuściłem łeb żeby go obwąchać i stwierdzić jak zginął. Wtedy zauważyłem, że jego brzuch nieznacznie, brawie nie zauważalnie wznosi się i opada.
A jednak żył.
Zawołałem Roca, zastanawiając się co powinienem zrobić
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz